WŁADZE W POZNANIU NIE SĄ SKŁONNE DO DIALOGU
Ryszard Grobelny zastąpił prezydenta Szczęsnego-Kaczmarka w 1998 roku i tak naprawdę, uważam, że jeszcze kilkanaście lat nosił za nim teczkę, nim zaczął pełnić jakąś poważną funkcję. Dopiero teraz byłby gotowy by zrozumieć wiele rzeczy, zarządzając tak skomplikowanym organizmem, jakim jest miasto - komentuje Michał Klincewicz. Zapraszamy na drugą część wywiadu z działaczami miejskimi - Włodzimierzem Nowakiem oraz Michałem Klincewiczem.
TUTAJ ZNAJDUJE SIĘ PIERWSZA CZĘŚĆ WYWIADU
Sebastian Borkowski: Czy to nie jest tak, że przez ostatnie cztery lata, poznaniacy się zmienili? Że zaczęli oczekiwać czegoś więcej? Że nie tylko chcemy już dążyć do zachodu, szczególnie, gdy nawet podstawowe potrzeby są spełnione? Może chcemy czegoś więcej?
Włodzimierz Nowak: Tu bardziej nie chodzi o pojęcie Zachodu, ale o pewną wiedzę o rozwoju miast i wzorce. Rewitalizacja została wymyślona na zachodzie kontynentu. Zauważono tam, patrząc na przykład miast w Stanach Zjednoczonych, że miasta podupadają i wymyślono już w latach 60-tych co zrobić by w Europie tak się nie stało.
Michał Klincewicz. Ja bym się zgodził z Panem, że faktycznie zostały zaspokojone jakieś podstawowe potrzeby, stajemy się coraz bardziej częścią zglobalizowanego świata. Ludzie odwiedzający choćby Berlin, który jest przecież tak blisko, widzą, że można funkcjonować jakoś inaczej.
Chciałem popatrzeć z tej perspektywy, że te 4 lata temu, mieszkańcy potrzebowali przysłowiowego chleba i igrzysk i to im po prostu wystarczyło. Przecież takie EURO 2012 powinno te oczekiwania zaspokoić, ale jak widzimy tak jednak nie jest.
MK: No, ale właśnie to EURO pokazało, że w mieście może być ciekawie, że tak wiele może się dziać. I jak sądzę, może to też był taki niezamierzony efekt tej imprezy. Po EURO ludzie zaczęli wracać do miasta.
WN: Ale popatrzmy na jeszcze inny aspekt, jakim jest rozwój naszego społeczeństwa. My zaczęliśmy po prostu dostrzegać ten zły kierunek rozwoju.
To, co nas uciskało.
WN: Tak. Nie było to dziedzictwem komunizmu, ale dziedzictwem modernizmu, czyli prądu rozwoju miast nakierowanego na maksymalną mobilność, na specjalizację dzielnic, na ucieczkę na przedmieścia. Teraz zaczynamy dostrzegać właśnie to, że niby jest nam dobrze, PKB rośnie, praca jest, ale jednak nie jest tak jak w tym wspomnianym wcześniej Berlinie. I zaczynamy sobie zadawać pytanie jak inaczej może miasto działać. W związku z tym, że rosną aspiracje, zauważamy co raz więcej problemów i odmienności od miast Zachodu, które zaczęły „leczenie”, gdy my byliśmy jeszcze w PRL, a potem tej rewitalizacji nie rozumieliśmy myląc ją z pracami remontowymi.
To nie jest też czasami tak, że Ci, którzy zaczęli rządzić miastem, przestali rozumieć poznaniaków, przestali z nimi rozmawiać? Może gdyby rządzący potrafili rozmawiać wyglądałoby to inaczej?
WN: Bardzo dobrym przykładem jest tutaj Gdańsk. Rozmowy są dużo bardziej otwarcie prowadzone, jest pewna inkluzja mieszkańców. We Wrocławiu jest podobnie, nawet jak są to często rozmowy pozorowane. W Poznaniu była na to całkowita blokada. Dobrym przykładem są Rady Osiedli, które w wielu przypadkach zostały sprowadzone do części urzędu miasta. Niektórym Radom udało się z tego wyzwolić, niektórym nie. Władze w Poznaniu nie są skłonne do dialogu, uważają, że „wiedzą lepiej”. Trzecią warstwą, która się na to nakłada są urzędnicy. Prezydent Grobelny jest albo niezdolny albo niechętny do zarządzania strategicznego i wyznaczania sobie zadań i celów. To sprawia, że wysocy urzędnicy prowadzą swoją autonomiczną politykę.
MK: Prawda jest też taka, że śp. Prezydent Szczęsny-Kaczmarek to była osoba bardzo nowoczesna i światła.
Szczególnie jak na tamte czasy wyróżniająca się.
MK: Zdecydowanie. Założył np. Związek Miast Polskich. Jego światłość i nowoczesność wyrażała się m.in. tym, że pracował z odpowiednimi ludźmi. Może już teraz tego nie pamiętamy, ale Poznań w latach 90-tych to czas wielkich inwestycji. Powstał PST, czy wiadukt na ulicy Hetmańskiej. I te inwestycje, mimo że mają już swoje lata, ciągle dobrze służą. Był taki model rozwoju Poznania za czasów prezydentury Szczęsnego-Kaczmarka, który swoimi inwestycjami rozwiązywał realne problemy miasta. Poznań się wtedy świetnie rozwijał.
WN: Poznań w 1994 roku przyjął Plan Ogólny, w którym zapisano jako jedną z nadrzędnych zasad prowadzenia polityki transportowej, punktowe inwestycje w system drogowy, czyli likwidowanie wąskich gardeł, a zaniechanie tworzenia rozwiązań ‘na lata’, przy jednoczesnym tworzeniu alternatyw transportowych transportu publicznego. Wiąże się to z nieprzewidywalnością i zmiennością ruchu samochodowego, gdyż inwestycja w nową, wielką ulicę przynosi korzyści tylko krótkotrwałe, a jej efekt ‘na lata’ szybko odbija się czkawką na niej albo w jej otoczeniu. Poznań w latach 90-tych był przez zagranicznych urbanistów bardzo chwalony za trzymanie się właśnie tej reguły.
Jak Panowie tak o tym opowiadacie, mam wrażenie, że tęsknicie do tamtych czasów, z punktu widzenia tego, co się w mieście robiło.
MK: Jasne, że tęsknimy. Ryszard Grobelny zastąpił prezydenta Szczęsnego-Kaczmarka w 1998 roku i tak naprawdę, uważam, że jeszcze kilkanaście lat nosił za nim teczkę, za nim zaczął pełnić jakąś poważną funkcję. Dopiero teraz byłby gotowy by zrozumieć wiele rzeczy, zarządzając tak skomplikowanym organizmem, jakim jest miasto. Nie bez kozery, poprzedni prezydent był fizykiem i dzięki temu na pewno lepiej mógł zrozumieć pewne procesy i zależności.
Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jeden temat. Czy to, że się dzisiaj spotykamy nie jest też efektem wyniku I tury wyborów? Pan, zwracam się do Włodzimierza Nowaka, napisał na Facebooku po I turze: „Powoli znów w Poznaniu będzie można uprawiać POLITYKĘ, czyli dyskusję o tym, co uznajemy za problem i jak chcemy go rozwiązać.”
WN: Tak. Istnieje szansa wyeliminowania człowieka, który w swoim codziennym działaniu zaprzecza etosowi poznańskiemu.
MK: Ja myślę, że prezydent Grobelny poprzez swoje działania spowodował powstanie takiej dychotomii w mieście. Na pewno doprowadził do tego, że w uproszczeniu, w tej chwili wiele osób pójdzie zagłosować przeciw Grobelnemu.
WN: Właśnie, w Poznaniu stworzył się taki kult wodza.
MK: Tak jak mówisz. Ten kult prześladuje trochę osoby, które chcą działać. Popatrzymy na przykład na budżet miasta. Co roku znajdują się w nim pozycje, które i tak z góry są skazane na porażkę i wiadomo, że nie będą zrealizowane. Z roku na roku są spychane. Przykładowo taka inwestycja, jak budowa tzw. obwodnicy Rataj. Jest w budżecie od bodajże 9 lat i wciąż jest przesuwana. To samo z Nową Naramowicką. Wydano na projekt 8 milionów złotych. Mieszkańcy Naramowic powinni wiedzieć, że ich inwestycja padła ofiarą np. kilku dodatkowych pasów koło Stadionu na absurdalniej, rozbudowanej ulicy Ptasiej.
W budżecie świadomie wprowadzane są inwestycje, które nie są potem realizowane. To jest wprowadzanie mieszkańców w błąd. Wolałbym byśmy jednak rozmawiali o tym, co może być dobrze zrobione, co zrobić w pierwszej, a co w drugiej kolejności.
Na to przyjdzie czas po wyborach, niezależnie, kto je wygra.
WN: Jeżeli wygra je Ryszard Grobelny takiej dyskusji nie będzie.
Czyli w Poznaniu musi dojść według Panów do zmiany władzy?
MK: Jeszcze jedna cecha obecnych rządów to chronienie kolegów. Jest więc pan Ryszard Dembiński, osoba odpowiedzialna za realizację i budowę Stadionu, czyli nieudany, drogi oraz skomercjalizowany za śmieszne pieniądze projekt, a jednocześnie wiceprezes Wielkopolskiego Centrum Wspierania Inwestycji odpowiedzialnego m.in. za budowę Galerii MM. Albo pan Andrzej Nowakowski, chociaż powinienem powiedzieć pan Andrzej M., który został nagrany jak składa propozycję by jego kolega wykonał jakąś tam płatną ekspertyzę i nie jest natychmiast zwolniany. To jest po prostu skandal! Jest też pan Skałecki, który odpowiada za rozliczne inwestycje drogowe o przekroczonym budżecie, wielokrotnie manipuluje mieszkańcami, a obecnie został obecnie przeniesiony do spółki Poznańskie Inwestycje Miejskie.
WN: Wygrana Ryszarda Grobelnego oznaczałaby, że wszystko wciąż będzie sterowane przez jedną osobę, miasto będzie zarządzane zgodnie z zasadą nic-nie-robienia, bez żadnej wizji i konkretnego planu, czy oparciu na rozsądnych zamiast populistycznych przesłankach. Pozostanie niechęć do podejmowania jakichkolwiek wyzwań. Pisałem już to na Facebooku, ale powtórzę jeszcze raz: Szanse są, szanse się wykorzystuje albo marnuje. Szanse się sprawdzają, albo mogą się okazać płonnymi nadziejami. Ale jedno jest jasne - zawsze najgorzej jest być bez szans. Prezydent Grobelny to jest brak szansy.
----------------------
Michał Klincewicz – poznaniak, zaangażowany w sprawy miejskie i społeczne. Współtwórca tzw. Białej Księgi Tramwaju na Naramowice.
Włodzimierz Nowak – poznaniak z Grunwaldu. Od lat działa na rzecz miasta, były członek zarządu Stowarzyszenia My-Poznaniacy.
Przeczytaj poprzedni artykuł!
MIASTO TO JEST DOROBEK POKOLENIOWY
